bismillah


Posłuchajcie wersji audio Format mp3 New

MOJE NIESAMOWITE ODKRYCIE ISLAMU

Byłam zaskoczona, kiedy ostatnio ktoś zapytał mnie jak przeszłam na Islam. Nigdy nie myślałam o tym, że moja zmiana wiary dokonała się w jakimś konkretnym punkcie zwrotnym. Kiedy po raz pierwszy zakwestionowałam Katolicyzm? Kiedy po raz pierwszy zapragnęłam zostać muzułmanką? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań wymagały głębszych przemyśleń niż mogłoby się wydawać. Aby naprawdę odpowiedzieć na te pytania i dać Ci możliwość zrozumienia, w którym punkcie mojego życia wreszcie przyjęłam prawdę Islamu, muszę opowiedzieć swoją historię od samego początku. Zostałam muzułmanką w wieku 67 lat i dzięki Bogu za to, że pobłogosławił mnie wiarą w Islam. „Kogo Bóg chce prowadzić drogą prostą, rozszerza jego pierś dla islamu, a kogo chce sprowadzić z drogi, czyni jego pierś ciasną, udręczoną, jak gdyby on chciał wznieść się do nieba. W ten sposób Bóg daje odczuć swój gniew tym, którzy nie wierzą.” (Koran 6: 125)

Wychowałam się w tradycyjnym, katolickim, domu, jako średnia spośród trojga dzieci. Mój ojciec ciężko pracował całymi dniami. Każdego dnia wychodził do pracy wcześnie rano i wracał późno w nocy. Wszystko po to, aby moja mama mogła zostać w domu otaczając opieką moje siostry i mnie. Aż nastał pewien smutny dzień, w którym mama powiedziała nam, że ojciec miał wypadek samochodowy. Zmarł nagle a nasz cały świat wywrócił się do góry nogami. Mama, aby stawić czoła nowym wyzwaniom musiała wrócić do pracy. Wcześniej pracowała jako pielęgniarka i teraz zmuszona była do powrotu do pracy. Rozpoczęła ją w pobliskim szpitalu, często pracując na dwie zmiany. Ze względu na nowe obowiązki mama nie miała już czasu na doglądanie naszego dorastania. Co prawda wysłała nas do katolickiej szkoły, jednak przez pracę nie mogła stale trzymać na nas oka.

Mając sporo wolnego czasu do dyspozycji często spędzałam go w okolicznych kawiarniach. Właśnie tam poznałam bardzo miłego muzułmanina, który później stał się moim mężem. Moja mama nie wiedziała, że się spotykamy. A gdy powiedziałam jej, że jestem zakochana i zamierzamy się pobrać ostrzegła mnie, że różnica pochodzenia prędzej czy później przysporzy nam problemów. Stwierdziła, że jeśli w naszym życiu zdecydujemy się na dzieci, bez wątpienia pojawią się problemy na tle religijnym. Miałam wtedy dwadzieścia lat i zupełnie nie wyobrażałam sobie, aby w naszym małżeństwie miały pojawić się jakiekolwiek problemy. Byłam zakochana i szczęśliwa, że on będzie się mną opiekować. W tamtym okresie mój mąż nie był zbytnio religijny i czułam, że będę mogła przekonać go do Katolicyzmu. A co do różnic pochodzenia etnicznego uważałam się za osobę otwartą i cieszyłam się, że będę miała okazję zagłębić się w nową kulturę.

Przez kolejnych kilka lat wszystko szło po naszej myśli. Byliśmy szczęśliwi a różnice religijne i kulturowe nie spowodowały żadnych problemów. Bóg pobłogosławił nas pięknym synem a kilka lat później równie piękną córką. Wciąż dogadywaliśmy się świetnie i zaczęłam zabierać ze sobą dzieci do kościoła. Mąż nigdy nie powstrzymywał mnie przed coniedzielną mszą. Jednak po kliku wizytach dzieci w kościele mąż powiedział, że nie chce, aby tam chodziły. Oczywiście to mnie rozzłościło i zasmuciło. „Ale dlaczego nie?” – Sprzeciwiałam się. Naprawdę nie potrafiłam zrozumieć co to szkodzi. Do tamtego momentu nawet nie poruszaliśmy kwestii religii. Tak naprawdę nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że może być jakaś inna religia poza Katolicyzmem. Wychowałam się w katolickiej rodzinie i uważałam, że Katolicyzm, jest tą właściwą religią. Rzeczy, które wtedy wydawały mi się niepodważalne teraz rodziły oczywiste problemy. Kłóciliśmy się cały czas – o wszystko i wszystkich. Nawet drobiazgi urastały do rangi olbrzymich problemów. Religia stała się kością niezgody. Różnice kulturowe stały się powodem do kłótni. Kłóciliśmy się o teściów i niestety również o wychowanie naszych dzieci. Wszystko, przed czym ostrzegała mnie mama stało się prawdą.

Jedyną nić porozumienia pomiędzy nami snuł ojciec mojego męża wiedziony mądrością, szczerością, troską i miłością do naszego małżeństwa. Mój teść kochał swojego syna i wnuki a także szczerze pokochał mnie, jak własną córkę. Był bardzo religijnym i gorliwym muzułmaninem a także mądrym człowiekiem. Do momentu poznania teścia wcześniej nie miałam kontaktu z Islamem. Właściwie to on, jako pierwszy wprowadził mnie w ten świat. Odmawiał każdą modlitwę, pościł przez miesiąc Ramadanu i hojnie wspomagał biednych. Czułam jego więź z Bogiem. Mój teść był tak dobry dla potrzebujących, że każdego dnia po powrocie do domu z modlitwy dhur z meczetu zapraszał kogoś, aby spożył z nim posiłek. Tak było każdego dnia. Krewni pamiętają, że robił tak aż do jego śmierci w wieku 95 lat.

Teść nie znosił naszych małżeńskich kłótni i desperacko starał się pomóc nam odnaleźć rozwiązanie zanim ucierpią dzieci. Przestrzegał swojego syna, aby pozwolił mi praktykować moją religię. Byłam sfrustrowana i marzyłam o przerwie. Kiedy poprosiłam męża o separację zgodził się, że być może dla naszego małżeństwa jest to najlepsze posunięcie. Niektórzy twierdzą, że „Rozłąka powoduje, że kochamy bardziej”. Jak się okazało – nie w naszym przypadku. W rzeczywistości okazało się, że rozłąka jeszcze bardziej odsunęła nas od siebie. Po separacji oboje zgodziliśmy się, że nie chcemy do siebie wracać i najlepszą opcją dla nas będzie rozwód. Pomimo tego, że gorąco pragnęłam, aby dzieci mieszkały ze mną, oboje czuliśmy, że będzie dla nich lepiej, jeśli zostaną z ojcem. On był w zdecydowanie lepszej sytuacji finansowej i miał możliwość wychowania ich w życiu pewnym wygód, których ja nie mogłabym im zapewnić. Ach, jak tęskniłam za nimi co noc. Wprowadziłam się z powrotem do mamy a z dziećmi widywałam się w weekendy. Mój były mąż podrzucał je w piątkowe popołudnia i odbierał w niedzielne poranki. Taki układ był bolesny, jednak lepsze to, niż nic.

Każdej nocy przed pójściem spać czytałam Biblię. Kiedy odwiedzały mnie dzieci czytałam im fragmenty, bez względu na to, czy je rozumiały czy nie. Pewnej nocy po czytaniu Biblii prosiłam Jezusa o pomoc, kolejnej nocy anioły, potem różnych świętych, kolejnej nocy Dziewicę Maryję. Aż pewnej nocy nie było już kogo prosić… skończyli mi się święci. Więc powiedziałam sobie „teraz poprosisz Boga”. Pewnego razu mój syn zapytał „No dobra, ale kim jest Bóg?”. Odpowiedziałam, że „jest on tym, który Cię stworzył, tym, który stworzył i mnie. I który na zawsze jest obok nas”. To go zastanowiło, rozmyślał o tym, co powiedziałam. W momencie, gdy wyjaśniałam jednocześnie pocierałam krzyż. Powiedziałam „nareszcie, dzięki Bogu”. Spojrzał na krzyż i zapytał „Mamo, kto to jest?” – Powiedziałam „To jest Bóg. On jest Synem Bożym”. Odpowiedział „Przed chwilą powiedziałaś, że Bóg jest wieczny, To dlaczego ten tu jest martwy?” – Ja nigdy, przenigdy przez całe moje życie nie zdałam sobie z tego sprawy. Zapytał skąd ten Bóg pochodzi. Powiedziałam, że z łona Dziewicy Maryji. On na to „Acha, czyli, że jakiś czas wcześniej się narodził” – „No tak”, odpowiedziałam. „Ale przecież mówiłaś, że on jest wieczny. Że nigdy nie umiera i nigdy się nie rodzi”. Mój syn, mający wtedy osiem lat zapytał mnie wprost, „Mamo, dlaczego po prostu nie poprosisz Boga o pomoc?” – Byłam oszołomiona i zaskoczona tym, że zakwestionował moją religię. Powiedziałam mu, że również proszę Boga. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mój syn jak wyrośnie stanie się cierniem w moim boku, zawsze przypominającym mi o potrzebie czczenia Jedynego, Prawdziwego Boga. Dzięki Bogu.

Kilka lat później wyszłam ponownie za mąż i przeprowadziłam się do Australii z nowym mężem. Mój były mąż przeprowadził się do Arabii Saudyjskiej. Tęskniłam za moimi dziećmi, ale ostatecznie we Włoszech założyłam nową rodzinę i urodziłam trzy kolejne córki. Wciąż, każdej nocy modliłam się „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Lata mijały szybko. Byłam podekscytowana nadchodzącymi wakacjami – mój syn i córka przyjeżdżali w odwiedziny. Tak wiele rzeczy przebiegło przez moje myśli. Będą się cieszyć widząc mnie po tak długiej przerwie? O czym będziemy rozmawiać? Modliłam się o pomoc. Wszystkie moje obawy wyparowały, gdy tylko spojrzałam w oczy moich dzieci na lotnisku. Natychmiast wyczułam więź łączącą matkę z dziećmi i wydawało się jakby niewiele czasu minęło. Mój syn był bardziej gadatliwy z nich dwojga. Wyraźnie przypomniał mi, że nie jedzą wieprzowiny ani nie jedzą dań zawierających alkohol. Powiedziałam, że pamiętam to o jego religii. Dopowiedziałam, że pozostał mi nawyk z czasów pierwszego małżeństwa i że ja również nie jadam wieprzowiny ani nie pijam alkoholu. Co do wina, cóż, obiecałam, że nie będę dodawać go do potraw w czasie ich pobytu.

Spędziliśmy wspaniałe lato w czasie, którego mogliśmy się nawzajem lepiej poznać, a oni mieli okazję poznać swoje młodsze siostry. Jeździliśmy na pikniki, wycieczki i popływać. Nie chciałam aby to się skończyło, ale wiedziałam, że mają swoje życie tam, w Arabii Saudyjskiej i że muszą wrócić. W końcu zadałam córce pytanie, którego się bałam, o to, jak traktuje ją macocha i poczułam szczerą radość, gdy odpowiedziała, że jest traktowana po prostu jak córka.

Po tamtych wakacjach moje dzieci odwiedziły mnie jeszcze dwa razy. Po tym jak mój syn ukończył 21 lat, zamieszkał ze mną na 6 miesięcy. Rozprawialiśmy na temat religii - a ile było sprzeczek! Mamy z synem całkiem podobny charakter, ale się różnimy - i to w oczywisty sposób! Ja się bardzo unoszę podczas dyskusji, a mój syn jest wyważony, więc gdy on zachowuje spokój, gdy ja się niemal wściekam. Pomimo tej różnicy, myślę, że to pomaga znaleźć równowagę w naszych dyskusjach. Jesteśmy do siebie podobni, z tego względu, że jesteśmy kochającymi, hojnymi i pomocnym ludźmi. Najbardziej podziwiam w synu jego oddanie prawie wszystkiemu za co się zabiera. Jest delikatny oraz słodki, a zarazem ma silną etykę pracy i osiąga wszystko, co sobie założy - i to w nim bardzo szanuję. Podziwiam jego zdolność do zachowania zdrowego rozsądku nawet w najbardziej stresujących sytuacjach. Postępuje bardzo logicznie i nigdy zbyt długo nie rozwodzi się nad problememami. Zawsze dąży do rozwiązania i ułagodzenia sytuacji jeżeli tylko istnieje taka możliwość. Modliłam się aby syn znalazł w sercu drogę nawrócenia na Katolicyzm. Bardzo chciałam aby został księdzem - uważałam, że byłby świetnym kaznodzieją. Był dobrym chłopcem, bogobojnym. Świetny kandydat na kapłana. Kiedyś mu powiedziałam, że byłby świetnym duszpasterzem, uśmiechnął się i odpowiedział, że prędzej jego matka zostanie Muzułmanką niż on zostanie katolickim księdzem.

Po sześciu miesiącach mój syn stwierdził, że chce się przeprowadzić do USA. W końcu osiedlił się w Ameryce i zadomowił w Miami na Florydzie. W międzyczasie zostałam wdową z jedną nastoletnią córką pozostałą w domu. Mój syn pragnął abym dołączyła do niego w Ameryce, więc zabrałam ze sobą swoją 17-sto letnią córkę i poleciałyśmy. Bardzo nam się podobało, a moja córka bardzo szybko zaadaptowała się do tamtejszego życia. Między moim synem a mną nic się nie zmieniło - wciąż dyskutowaliśmy na temat Katolicyzmu i Islamu i żadne z nas się „nie poddawało”. Czasem gdy poruszaliśmy tematykę Trójcy i nie mogłam znaleźć odpowiedzi ani odeprzeć jego argumentów, podnosiłam ręce i kończyłam temat. Złościło mnie to, ponieważ uważałam, że jest to jego sposób atakowania mojej religii.

„Czemu nie możesz być jak wszyscy inni” - pytałam. „Inni Muzułmanie mnie akceptują i nie próbują nawrócić” - „Nie jestem jak wszyscy inni”, odpowiedział. “Kocham Cię. Jestem twoim synem i chcę abyś poszła do nieba”. Powiedziałam, że pójdę do nieba - przecież jestem dobrą, szczerą kobietą, która nie kradnie, nie kłamie i nie oszukuje”. Mój syn odpowiedział, „Te rzeczy są potrzebne i pomocne w tym przyziemnym życiu, ale w Koranie jest napisane wielokrotnie, że Allah nie pobłaża politeizmowi. W Koranie jest napisane, że JEDYNYM grzechem jakiego Bóg nie wybaczy jest przypisywanie mu równorzędnych Bogów, ale przebaczy wszystkie inne grzechy jeżeli taka będzie jego wola”. Błagał mnie abym przeczytała, nauczyła się i odkryła Islam. Przynosił książki abym otworzyła swój umysł. Odmawiałam. Urodzona Katoliczką, umrę Katoliczką.

Przez następne 10 lat mieszkałam blisko syna, jego żony i rodziny. Chciałam także spędzać czas z moją córką, która wciąż mieszkała w Arabii Saudyjskiej. Ubieganie się o wizę nie było proste. Mój syn żartował, że jakbym przyjęła Islam, to by było moją wizą do Arabii Saudyjskiej; gdyż otrzymała bym wizę Umrah dla pielgrzymów. Powiedziałam mu stanowczo, że nie jestem muzułmanką. Po ciężkiej pracy i wykorzystując kilka znajomości udało się wreszcie otrzymać wizę turystyczną aby odwiedzić swoją córkę, która była teraz matką trojga dzieci. Przed odlotem syn uścisnął mnie mocno i powiedział jak bardzo mnie kocha i jak bardzo chce abym poszła do nieba. Potem dodał, że w życiu ma wszystko czego mu tylko trzeba, prócz matki muzułmanki. Powiedział, że codziennie modli się do Boga (Allaha) aby odmienił moje serce i żebym przyjęła Islam. Powiedziałam mu, że to nigdy nie nastąpi.

Odwiedziłam córkę w Arabii Saudyjskiej i zakochałam się w tym kraju, tamjetszej pogodzie i ludziach. Po sześciu miesiącach nie chciłam wyjeżdżać więc poprosiłam o przedłużenie pobytu. Słyszałam athan (wezwanie do modlitwy) pięć razy dziennie i patrzyłam jak wierni zamykają sklepy i szli się modlić. Mimo tego, że było to bardzo wzruszające, kontynuowałam czytanie Biblii codziennie rano i wieczorem i stale odmawiałam różaniec. Ani razu moja córka ani żaden inny Muzułmanin nie wspomneli ani słowem o Islamie ani próbowali mnie nawrócić. Szanowali mnie i pozwalali mi praktykować moją religię.

Mój syn zamierzał odwiedzić mnie w Arabii Saudyjskiej. Byłam szczęśliwa - bardzo za nim tęskniłam. Jak tylko przyjechał, znów mnie naganiał, mówił o religii i Jedności Boga. Byłam zła. Powiedziałam mu, że spędziłam tu ponad rok i nikt mi nic nie mówił o religii. A on już w drugi wieczór prawi mi kazania. Przeprosił i powtórzył jak bardzo mu zależy abym przyjęła Islam. Odpowiedziałam i powtórzyłam, że nigdy nie porzucę wiary chrześcijańskiej. Zapytał mnie o Trójcę i jak mogę wierzyć w coś, co nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Przypomniał, że nawet ja to na swój sposób kwestionowałam. Odpowiedziałam mu, że nie wszystko musi mieć uzasadnienie - trzeba wierzyć. Wydawał się uznać moją odpowiedź i byłam z siebie zadowolona, że wygrałam z nim spór na temat religii. Ale syn poprosił mnie abym wyjaśniła cud Jezusa. Ucieszyłam się, że dyskusja zmierza w tym kierunku. Opowiedziałam mu o cudownym narodzeniu Jezusa, Dziewicy Maryji, Jezusie umierającym za nasze grzechy, Bogu oddychającym Duchem w Jezusie, Jezusie Bogu, Jezusie synu Bożym. Był cicho przez cały czas mojej opowieści- żadnych ataków - mój syn, milczał? Potem po cichu zapytał „Mamo, jeżeli Jezus umarł za nasze grzechy w piątek, a potem mówisz, że zmartwychwstał trzy dni później w niedzielę, kto rządził światem przez te trzy dni? Mamo, wytłumacz mi to?” Zastanowiłam się nad argumentem logicznym tego pytania i wiedziałam, że to nie ma sensu. Powiedziałam, „Jezus był synem bożym. Jezus i Bóg to nie to samo”. Syn odpowiedział „Krowy mają cielaki; małe krowy. Koty mają kociaki; małe koty. Ludzie mają dzieci; małych ludzi. Jak Bóg ma syna, czym on jest? Małym Bogiem? Jeżeli tak, to masz dwóch Bogów?” Następnie zapytał, „Mamo, czy możesz kiedykolwiek stać się Bogiem?” Powiedziałam mu, że to głupie pytanie. Człowiek nigdy nie może zostać Bogiem (byłam już bardzo zła). Następnie zapytał, „Czy Jezus był człowiekiem?” Odpowiedziałam „Tak”. A on powiedział „No to on nigdy nie mógł być Bogiem.” Stwierdzenie, że Bóg został człowiekiem jest zarazem absurdem. Nie przystoi Bogu aby nabierał cech ludzkich, ponieważ znaczyło by to, iż stwórca stał się swym własnym tworem. Jednak stworzenie jest produktem twórcy. Jeżeli stwórca stał się swoim własnym tworem, znaczyło by to, że stworzył sam siebie, co jest oczywistym absurdem. Aby być stworzonym, musiałby najpierw nie istnieć, a jeżeli nie istniał, to jak mógł się stworzyć? Ponadto, jeżeli on był stworzony, znaczyłoby, że miał początek, co by zaprzeczało jego wieczności. Z definicji stworzenie potrzebuje twórcy. Aby stworzone istoty istniały, muszą mieć twórcę, który by je stworzył. Bóg nie może mieć stwórcy, ponieważ Bóg jest stwórcą. Tak więc mamy oczywiste zaprzeczenie definicji. Twierdzenie, że Bóg stał się swoim własnym tworem sugeruje, że potrzebowałby stwórcy, co jest niedorzecznym pojęciem. Zaprzecza to fundamentalnemu pojęciu Boga niestworzonego, nie potrzebującego stwórcy, będącego stwórcą. Wiedząc, że nie mam odpowiedzi dla syna, powiedziałm „Daj mi to przemyśleć.”

Tego wieczoru długo rozmyślałam nad tym, co powiedział mi syn. Idea Jezusa jako syna Boga nie miał już dla mnie sensu. Też nie potrafiłam już uznać Jezusa i Boga jako tego samego. Przed pójściem spać, syn poprosił mnie abym pomodliła się przed snem do Boga i poprosiła go osobiście aby poprowadził mnie właściwą drogą. Powiedziałam synowi, że będę szczerze błagać Boga o odpowiedź. Poszłam do pokoju i czytałam książkę, którą dostałam od syna. Następnie otworzyłam Święty Koran i zaczęłam czytać. Czułam się jakby olbrzymi ciężar spadł mi z serca. Czułam się inaczej. Zobaczyłam prawdę w Islamie. Przeciwko czemu walczyłam przez te wszystkie lata?

Tamtej nocy modliłam się tylko do Boga - nie do Jezusa, nie do Maryji, nie do Aniołów, Świętych, nie do Ducha Świętego. Tylko do Boga. Płakałam i prosiłam o pokierowanie. Modliłam się, że jeżeli Islam był właściwym wyborem, aby odmienił moje serce i rozum. Położyłam się spać, a następnego poranka obudziłam się i ogłosiłam synowi, że jestem gotowa przyjąć Islam. Był zaskoczony. Oboje zaczęliśmy płakać. Moja córka i wnuczka były obecne przy mojej Sadaha (muzułmańskie ogłoszenie wiary w jedność Allaha i akceptacja Mohammeda).

Pokój i błogosławieństwo Allaha niech czuwa nad prorokiem Allaha, jako proroka bożego - po arabsku, włosku i po angielsku.

أشهد أن لا إله إلاَّ الله و أشهد أن محمد رسول الله
„ASH-HADU ANLA ELAHA ILLA-ALLAH WA ASH-HADU ANNA MOHAMMADAN RASUL-ALLAH".
„Non c'è altro Dio al di fuori di Dio, e Mohammed è il Messaggero di Dio."
„There is no God except Allah and Muhammad (PBUH) is His Messenger and Last Prophet."

Sadaha jest muzułmańskim ogłoszeniem wiary w jedność Allaha i akceptacją Mohammeda, (Pokój i błogosławieństwo Allaha niech czuwa nad prorokiem Allaha) jako proroka bożego. Czułam się odmieniona. Byłam szczęśliwa jakby ktoś uniósł z mego serca zasłonę ciemności. Ludzie, którzy mnie znali nie mogli uwierzyć, że się nawróciłam. Czasem sama temu nie wierzyłam! Ale Islam brzmiał tak właściwie, spokojnie, niezakłócenie!

Po tym jak mój syn wrócił do Stanów, nauczyłam się recytować Surah-al-Fatiha po Arabsku i od tego czasu nauczyłam się odmawiać modlitwy. Prowadziłam życie jak przedtem; oprócz tego, że teraz jestem muzułmanką. Zawsze uwielbiałam uczęszczać na zloty rodzinne z moją córką i inne wydarzenia. Chodziłam na śluby rodzinne i do znajomych, imprezy z henną, imprezy narodzinowe (aqiqah) oraz stypy. Na pół roku po tym jak się nawróciłam byłam na pogrzebie, który bardzo mnie ujął i utwierdził mnie w przekonaniu, jaką wspaniałą religią jest Islam. Młody chłopiec zachorował i zmarł. Gdy moja córka się szykowała do składania kondolencji, zapytałam czy dobrze znała rodzinę. Odpowiedziała, że nie. „Więc czemu idziesz?” zapytałam. „Ponieważ rodzina jest w żałobie, a moim obowiązkiem w Islamie jest ofiarować wsparcie jakie tylko mogę dać.” Postanowiłam się ubrać i pójść razem z nią. Pojechaliśmy złożyć kondolencje rodzinie chłopca i byłam przytłoczona ilością osób. Byłam zaskoczona i wzruszona, że tyle osób przyszło wesprzeć tę rodzinę. Patrząc na rodzinę w żałobie myślałam tylko o tym jaką piękną religią jest Islam ponieważ tyle ludzi poczuwało się do udzielenia wsparcia. I to jedno wydarzenie w którym muzułmanie wylewnie współczuli innym jest kolejną z chwil, która udowadnia piękno Islamu.

Jestem muzułmanką od trzech lat, Alhamdullilah. Od tego czasu mieliśmy Umrah dwa razy - z moim synem i córką. Wraz córką i synem odwiedziliśmy Kabaah, Meczet Świętego Proroka w Medynie. Właśnie obchodziłam moje siedemdziesiąte urodziny, Alhumdullilah. Czasem myślę o trudnościach i strapieniach jakie przysporzyłam synowi, ale syn był bardzo szczęśliwy, że mógł posłużyć jako środek doprowadzenia mnie do Islamu. Przytoczył jak Prorok (niech Bóg ma go w swojej opiece) powiedział „Raj leży u stóp matek”.Ten Hadis oznacza, że powinieneś służyć swojej matce i o nią dbać. Z pewnością u moich stóp był raj dla nas obojga. Czasem się zastanawiam, czy jeżeli moja córka by na mnie choć trochę naciskała, nie została bym muzułmanką wcześniej. Ale syn mi przypomina, że Allah jest najlepszy w planowaniu. I tylko On (niechaj będzie uwielbiony i wywyższony) może nadać człowiekowi Hidaya (kierunek). „Ty nie prowadzisz drogą prostą, kogo kochasz, lecz Bóg prowadzi drogą prostą, kogo chce. On zna najlepiej tych, którzy są na drodze prostej.” (Koran 28:56). Najlepszą rzeczą jaką dał mi Allah jest sprowadzenie mnie na ścieżkę Islamu i czuniąc mnie muzułmanką, inshAllah pójdziemy razem z synem do raju. « AMEN »

Ta historia jest również dostępna w innych językach: angielski, afrikaans, amharski, arabski, bułgarski, chiński, czeski, holenderski, fiński, francuski, niemiecki, grecki, hebrajski, hindi, włoski, japoński, malajski, norweski, portugalski, rumuński, rosyjski, serbski, hiszpański, suahili, tagalog, turecki, ukraiński, urdu i joruba.

Przejdź do www.islamicbulletin.com ⇒ WejdźJak przyjęłam Islam.

top

The Islamic Bulletin
P.O. Box 410186, San Francisco, CA 94141-0186
Phone 415-552-8831
info@islamicbulletin.org